poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział 4

Szybko jechaliśmy samochodem. Słońce świeciło jak promień nadziei- jasno i wyraźnie. Dojechaliśmy. Co czułam? Czułam ból. Smutek i nadzieje. Nadzieje na lepszy świat.  Na świat, w którym każdy bedzie szczęśliwy. W którym będziesz się spotykać z przyjaciółmi kiedy chcesz. Czego pragnęłam? Wystąpić i dać z siebie wszystko. Co mam teraz zamiast tego? Tęsknię za Meksykiem. Za moją mamą, tatą, Christy (młodsza siostra). Gdy śpiewaliśmy, czułam się jakbym była w domu. Czułam się jak prawdziwa ja. Prawdziwa Lena.


Szybko wysiedliśmy z samochodu- za 5 minut spotkanie w budynku X-factora. Byliśmy (przynajmniej dziewczyny) podekscytowani. Plan? Choreografia? Chłopacy kazali dać się ponieść. Jeszcze nigdy tak nie pracowałam. Aż do dzisiaj. Weszliśmy do środka, skąd dalej poszliśmy żółtym korytarzem i skrecilismy w lewo. Zaparło mi wydech i wdech w piersiach. Weszliśmy do ogromnej sali z błękitnymi ścianami i czarnym fortepianem na środku. Pokój zdobiło duże okno z białymi firankami, i biała tapeta na jednej ze ścian. Wtedy chłopacy włożyli nam do uszu słuchawki z mikrofonem i zaprowadzili pod scenę, gdzie właśnie ich zapowiadano. Wyszli na środek. Zaśpiewali "kiss you" oraz "best song ever". Co czułam jak na nich patrzyłam? Poczułam się... Dumnie. Dumnie i radośnie. Wtedy Niall zaczął machać do publiczności i kamer. Poczułam motylkiem w brzuchu.
-A teraz taka nasza mała niespodzianka! Jak większość z was wie, braliśmy udział w pewnym projekcie międzynarodowym. Oto dziewczyny z Hiszpani!
Wtedy przez publiczność przeszedł szmer. Lena, Blanca i ja weszłyśmy dumnie na scenę- takich głośnych braw jeszcze nie słyszałam! To było coś niesamowitego! Z głośników usłyszałyśmy wesoły głos Harry'ego.
-To jest Blanca- wskazał Blancę - Lena - dziewczyna z Meksyku oblała się lekkim rumieńcem - i Camila! Pomogą nam w "Wan way or another"!
Nagle usłyszeliśmy pierwsze dźwięki piosenki. Cóż mogę powiedzieć? To była totalna improwizacja-  raz śpiewałam kawałek z Niallem, potem z Liamem i Leną, bezstronnie z Blancą. Na koniec przez przypadek dostałam solówkę. Muszę przyznać- było niesamowicie!! Brawa przed tym były jednak niczym w porównaniu z tymi. Jednak w końcu trzeba było zejść ze sceny.
-Hej, byłyście świetne!- Zayn był wyraźnie zachwycony.
-No, dobrze mówi- Louis był jakby przybity, choć chyba bardziej zmęczony. Podobno nie spał pół nocy, bo się stresował. Plotki. Są nawet w jednym domu, w którym mieszka kilka osób. Spojrzałam na telefon. SMS od Franceski.
Hej, byłaś świetna! Pokazali was w nawet tutaj, w Buenos Aires! Normalnie rządzisz!! Całe studio was pozdrawia, a w szczególności ciebie. Całusy ode mnie i Violi- kochamy cię!



Dobrze sobie poradziły. Ciekawe czy wiedzą, że transmisja była nadawana na cały świat?  Przytulna ta szafa. Tym razem mnie nie znajdą- przed sobą postawiłem walizkę, więc jestem zasłonięty. Zastanawiałem  się, jak jej wyznać co czuje? Oryginalnie, nie oklepanie. Wiersze: nudne, czekoladki i kwiaty: stare. A może tak... Napisać piosenkę? W pokoju rozległy się jakieś głosy, wstrzymałem oddech. Chyba stanęli przed szafą, pare osób.
-Niall, wiemy że tam jesteś.- czy to był głos Liama? Chyba tak. Mimo to uznałem, że jeszcze nie wyjdę. Może mnie nie znajdą? Bezszelestnie skulilem się jeszcze bardziej: chwile później otworzyły się drzwi szafy i usłyszałem pomruk zdziwienia. Stali tam dość długo- nie wiem ile dokładnie, bo po chwili zasnąłem. Obudził mnie czyjś szloch-przynajmniej tak mi się wydawało. Słyszałem to gdzieś w oddali, wiec wstałem, wyszedłem z szafy i przez okno zobaczyłem, że jest już noc. Na stoliku była kartka.
Wiemy, że jesteś w pokoju, ale nie wiemy gdzie. Rano nam opowiesz, i ci się dostanie! Idziemy spać.
My.
Tylko moich kumpli było stać na taki podpis. Rozejrzałem się po pokoju i znowu usłyszałem szloch, jednak w dodatku zaczęło padać, ale ktoś płakał coraz mocniej. Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem trochę starszą panią. Szybko wyszedłem z pokoju i skierowanemu się do przedsionku. Nasłuchiwałem- wciąż ktoś płakał. Ubrałek kurtkę przeciw deszczową, wziąłem parasol i koc i otworzyłem drzwi. Teraz już wyraźnie widziałem kobietę- po pięćdziesiątce, w długim płaszczu, ale bez parasola. Podbiegiem do niej i od razu ją rozpoznałem.
-Pani Styles! Co pani tu robi? I o tej godzinie? - rozłożyłem parasol nad jej głową i odkryłem ją kocem, bo wyglądała na zmarzniętą.
-Szukałam Harry'ego, ale wwwydawałłło mi siię, że siię pomyliłam i zzaczęłam płakać.
-Proszę do środka - zacząłem ją prowadzić- prześpi się pani i rano pogada z Harrym.
-Dddobrze.-oj tak, jąkała się i była zmarznięta.




Witajcie! :*
Po pierwsze przepraszam za spóźnienie, rozdział powinnam dać na wczoraj. Ale będę już się raczej wyrabiać normalnie :)
Podoba się wam? Jak myślicie, czemu pani Styles szukała Harry'ego o tej porze? Proszę o komentarze!! ;)

4 komentarze:

  1. Już jestem! Nie krzycz na mnie :P Rozdział jest ciekawy, szczególnie podoba mi się początkowy opis- jest naprawdę dobry :D
    Nie mam pojęcia, czemu płakała, ale nie mogę się doczekać, kiedy się dowiem! Całuski (choć mogłabym to zrobić na żywo) :*

    OdpowiedzUsuń
  2. No chyba 'one way or another'

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy